czwartek, 19 maja 2016

Chciała, to ma


Piosenki mają to  do siebie, że można za ich pomocą wyrazić głęboko skrywane emocje. Na przykład w zawoalowany sposób przekazać, że ma się lekki kryzys egzystencjonalny ( "Jestem plamą na ścianie" ), lub opowiedzieć o wydarzeniach, które wprawiły nas w konsternację ( "Ruda tańczy jak szalona"). W związku z pewną refleksją, która naszła mnie ostatnio odnośnie tegoż bloga, napisałam piosenkę. Piosenka ma charakter życiowo- budowlany.


Pracowałam 
Całymi dniami, bez wytchnienia, bo myślałam
Że zarwane noce, lęk i garb to jest ta norma
Która pisana jest na wieki, o potworna!

Tyle brzydkich słów ciągle w głowie maaaam
Tyle brzydkich słów, bo uwierzyłam, że już zawsze będzie tak

Tego chciałam
Spokojnej pracy, świadczeń, pensji, to dostałam
Nikt mnie ostrzegł że to będzie tak normalne
Wszystko tu działa, nic nie wali, tak banalnie? 

Tyle pięknych słów ciągle w głowie maaaam
Tyle pięknych słów,bo uwierzycie- nie mam użyć ich jak

Słuchajcie, to nie tak, że ja to od razu wzięłam na klatę i nie cierpiałam. Naprawdę nie było łatwo się przestawić. Te wolne popołudnia, gdy przed  Tobą jest tylko perspektywa spaceru, herbatka, książka i dobry film; weekendy wolne od fuckupu, podczas których obijasz się od ściany do ściany; urlopy z których wracasz opalona i wypoczęta, bo nie musiałaś zabierać kompa; zwolnienia, podczas których naprawdę leżysz i chorujesz, zamiast z 40-stopniową gorączką poprawiać rysunki wykonawcze; znajomi, których widujesz częściej niż własne odbicie w ekranie monitora; pieniądze regularnie wpływające na konto, spokojny sen i wreszcie- pewność, że za miesiąc dalej będzie się miało pracę...

Te wszystkie straszne rzeczy, o których nie miałam pojęcia przez ostatnie 15 lat, nagle stały się moją codziennością. Musiałam nauczyć się z tym jakoś żyć. I żyję, mam się dobrze, wyśmienicie , rzekłabym status pączka w maśle, tylko...pisać nie mam o czym.

Od kiedy przestałam jeździć na budowy źródełko anegdot z piekła rodem wyschło. Co prawda czasem jeszcze coś mnie w środku nocy zimnym potem obleje, czasem, przechodząc obok rozgrzebanej instalacji poczuję znajomy dreszczyk przerażenia, czasem, gdy przyjaciółka opowie o ostatnim spotkaniu z wykonawcami z  niedowierzaniem rzucę szczęką o podłogę, ale wiadomo- jak cię nie ma w środku tego bajzlu, to już nie to samo. Od spokoju w dupie się przewraca.

Zostały mi słodko-pierdzące opowiastki o pięknych miejscach w których byłam gdy nie pracowałam, o treningach, które zrobiłam gdy odpoczywałam po pracy i o fajnych rzeczach, które sobie kupiłam za pensję ( z pracy). Brzmi znajomo? No jaha, ale tego, Moi Drodzy, to ja Wam nie zrobię. Nie-e. 

Dlatego dajcie mi chwilę, niech no złapię jakieś dodatkowe zlecenie i się zdenerwuję, a w międzyczasie zaglądajcie na fb na który wrzucam co ciekawsze kąski zza miedzy.

Bo tu na razie nuda. Nic się nie dzieje. 

PS. Uzupełniłam poprzedni wpis o mokre kwestie. Jak wrzucałam zdjęcia, to jakoś zapomniałam opisać co zrobiliśmy z prysznicem. A działo się! ;) 

Brak komentarzy: