Poszłam i tyle mnie widzieli!
A to było tak...Wracając z Azylu musieliśmy jakoś odreagować. Skręciliśmy w boczną dróżkę i...:) w przeciągu sekundy zapomniałam o tym, że zimno, że kurtka cienka i rękawiczek nie ma. Gdy znalazłam ślady lisich łapek po prostu pobiegłam przed siebie- i trafiłam na zagajnik, który wyglądał jak z baśni. Stałam z rozdziawioną japą kilka minut i gdyby było lato, pewnie zdążyłaby tam zamieszkać kilkupokoleniowa rodzina much. Chociaż nie wiem, czy latem bym się tak rozdziawiła.... Na szczęście mamy zimę.

