Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółty. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 stycznia 2015

I-haaaa! Czyli jak przerobić stajnię na dom

Oby nie odwrotnie. Choć w tej kwestii akurat mam spore doświadczenie i mogłabym wiele opowiedzieć...

Kuchnia, która skradła moje serce- połączenie elementów w stylu starej apteki z musztardowymi "rzeźnickimi" płytkami i złotymi dodatkami.

poniedziałek, 28 lipca 2014

LOOKIER

Podczas wyjazdu z cyklu " wakacje instant" trafiliśmy do Gdańska. Jako że padało i było nam wszystko jedno co zobaczymy, byle było suche, odrzuciliśmy ambitne plany zwiedzania i ruszyliśmy w Długą. na wiele nie liczyłam- a tu proszę! W tym  siedlisku komercji, gnana potrzebą ( suszyło mnie) , przebiwszy się przez masę map, plecaczków, aparatów, styropianowych i całkiem żywych piratów oraz stoisk z pamiątkami Gdańsk made in China, wypatrzyłam Lookier.  Łatwo nie było- właściciele sąsiednich przybytków bardzo dbają o to, by trafić w gust każdy i naprawdę ciężko jest nie wpaść w paranoję. Na szczęście chęć,a  właściwie chuć! spożycia zimnego soku ze świeżych pomarańczy po baaardzo ciężkiej nocy nastawiła moje ciało na właściwy kurs.

Ahoj, Kapitanie! Czy na tej łajbie macie coś, po czym łeb mniej boli?
Mieli.
Długo tam nie zabawiliśmy- zza chmur wyszło słonce i jak zombie ( tylko w wersji odwrotnej) popędziliśmy podziwiać ten cud natury, jakim jest niezachmurzone niebo w trakcie urlopu. Lookier jest mały, więc szybko obsiedliśmy aksamitne sofy, zakodowaliśmy w pamięci fajne murale i siorbiąc soczek, przez kilka minut gościliśmy w Krainie Czarów. 

sobota, 16 lutego 2013

IDZIE LUTY

A TU SMUTY.
Z kim nie zacznę rozmawiać- zaczyna się od słów mocno niecenzuralnych, a kończy na " do dupy to wszystko i ten luty też ". Ciężko mi się  z tym nie zgodzić- nim się obejrzałam, znów wpadłam w tryb 12/12. Pracuję 7 dni w tygodniu i jestem w wiecznym niedoczasie, czyli w opozycji np. do dostawców materiałów- ooo, ci to dopiero mają czasu!. Ostatnio czekałam na transport materiału 3h, aż ujrzałam w bramie rozkosznie i rozbrająco ( przynajmniej wg właściciela uzębienia) uśmiechniętego dostawcę, który podrapawszy się po po kroczu rzucił- "sorek za spóźnionko". Luuuzik stary, oby cię hemoroidy dopadły. Kilka dni później podobna sytuacja: po 2h spóźnienia kierowca zadzwonił że " dziś jednak nie, ale on ma jutro czas między 10 a 15, to tak się umówmy". Między 10 a 15. Uwielbiam konkretnych ludzi. Projekty które miały być już dawno zakończone, odhaczone i przejedzone  dopiero się zaczynają, bo wykonawca, bo dostawca, bo sruły pierduły.  O dziwo, gro opóźnień generują panowie. Stereotypowe myślenie o kobietach na budowie-  że mało konkretne, że mają problemy z  decyzjami, że nieogarnięte- to kompletne bzdury. Termin to termin. A u facetów? Orientalne poczucie czasu. Panowie- Lutowie, błagam, ogarnijcie się!!!! Muchy w smole to przy Was torpedy. W ten sposób zima nigdy się nie skończy.

Myślałam że będę już mieć  jakiś nowy materiał do opisania,ale wiadomo, poprzesuwało "się". Na szczęście w poniedziałek idę do dentystki. Wielu osobom pewnie wyda się to dziwne, ale bardzo lubię gabinety stomatologiczne. Są tam wygodne fotele w których można sobie bezkarnie poleżeć w ciągu dnia, kojący głos i delikatne dłonie pań dentystek, znieczulenia które bardzo lubię i najważniejsze- lampy. Mocne, białe światło. Przymykam oczy, ignoruję dźwięk wiertła i wyobrażam sobie że leżę na egzotycznej plaży. Z otwartą gębą co prawda, ale plaża to plaża, i delektować się można a nawet trzeba.
Po kilkunastu kłótniach, dąsach i fochach udało mi się wynegocjować na Walentynki od Ukochanego nową plombę zamiast torebki. Pięknej, ale nie takiej. W kwestiach romantyzmu i uczuć głębokich do bólu to by było na tyle, a teraz- chillllll.......Formentera.