W portfelu, niestety, również... Gdyby ginęło, to byłaby szansa na to, że się kiedyś znajdzie a tak to dupa zbita, płać i płacz, łaski nie ma.
W poprzednim odcinku Historii Pewnego Remontu opowiadałam o poszukiwaniach heksagonów idealnych, które doprowadziły moich rodziców do niejakiej RUINY.
Rodziciele postanowili bowiem, że to będzie ostatni remont łazienki w ich życiu ( acha), więc chcą go zrobić solidnie, nie oszczędzając ani na materiałach, ani na jakości pracy, ani na rozwiązaniach które mogłyby zepsuć estetykę realizacji- a jak wiadomo, szukanie oszczędności tam gdzie się nie powinno prowadzi do prawdziwej ruiny, patrz program 500 plus. Coś mi się zdaje, że słowo RUINA będzie dziś hasłem dnia.
Zapowiadając nowy post poinformowałam Was, że umieszczę go na święta. Zapobiegawczo nie podałam na które, więc uroczyście oświadczam, że to dziś. Matki boskiej blogowskiej.
Niedawno internetowym półświatkiem wstrząsnęła wieść o WIELKIM ROZŁAMIE. M&J po epickich dąsach spowodowanych obcięciem włosów* oznajmiły, że oto właśnie tworzą historię mody. Jak? A no tak, że jako pierwsze blogerki na świecie nawzajem się wystylizowały i wystąpiły na jednej imprezie tak samo ubrane. Eeee...seriously?
Nie usiedziałam zbyt długo spokojnie. Co prawda do tego remontu zostałam zmuszona - nawet nie podstępem, tylko z przydziału (bo to dom rodziców), a po drodze ok. 40 razy chciałam popełnić seppuku, ale koniec końców wyszło bardziej niż fajnie.
Przed chwilą w parku mijałam grupę wyelegantowanej młodzieży lat 9-10, ze świadectwami, taplającej się w trawie...czyli wakacje:)
I może wreszcie troszkę więcej czasu- dla siebie, na siebie, a przede wszystkim na zbierane miesiącami pomysły, przesuwane przez rzeczy bieżące bardziej niż woda w kanalizacji. Wyzwanie nr 1- KOREK. Jak myślicie, co powstanie z tych zestawów?
Ostatnie tygodnie to było morderstwo, funkcjonowałam w trybie 2/22, czyli 22h pracy i 2 godziny zastanawiania się, czy aby na pewno o czymś nie zapomniałam. Tak to właśnie jest, jak się ze wszystkimi umawiam na moment "gdy już będzie ciepło".
Nie ma co narzekać, się kręci, będzie co pokazywać. Przy okazji bardzo dziękuję wszystkim Osobom które mnie popędzały, dawały prztyczki w nos i klapsy z zupełnie innej strony, żebym się pardon nie opieprzała, tylko wrzucała nowe posty. W związku z czym wrzucam.
Gdyby poskładać Wasze odpowiedzi w jedną wizję, bylibyście bardzo blisko rozwiązania! Jednego tylko nie przewidziałam, mianowicie tego że na kracie można suszyć skarpety- a jest to genialna myśl i z przyjemnością wykorzystam patent przy najbliższej okazji, tzn. jak kupię pralkę;).
Żeby nie było- nie chodzę w brudnych skarpetkach, nie kupuję też codziennie nowych. Starym, dobrym, studenckim sposobem podrzucam pranie Rodzicielce póki nie zarobię na własną washing maszynę.
Bardzo długo myślałam o tym, jaka powinna być pierwsza choinka w nowym domu. Pierwsze koncepcje pojawiły się już jakieś pół roku temu, co może świadczyć pewnych zaburzeniach;) i od tamtej pory przynajmniej raz na tydzień zmieniałam zdanie. Po zeszłorocznej wtopie zaklinałam się że z żywą won i w tym roku sama zrobię drzewko, najlepiej z hipsterskiej sklejki. Zawodowy młyn zaowocował obietnicą że wszystko w te święta będzie slow i eco.Wiecie, papierowe gwiazdki, rekordowo długi łancuch dziergany na szydełku itd.Hm. Hmm hmm.
Na tym urlopie jestem tak zarobiona, że nie miałam nawet czasu uzupełnić postów...na szczęście jest jeszcze opcja "nie żyję", którą mam zamiar wykorzystać od jutra. Wyłączony telefon, odcięty net i zaryglowane drzwi;). Te drzwi:
3....albo 13 książek do przeczytania
2...nowe umiejętności, które planuję zdobyć
1...tydzień do końca pracy na ten rok
Przyszedł taki czas, gdy już w robocie nie pociągnę, natomiast muszę się podciągnąć jako człowiek. I bynajmniej nie o lifting tu chodzi, chociaż jak patrzę w lustro to te 4 lata bez urlopu odcisnęły się na moim czole wyraźnym stempelkiem ( a wręcz podeszwą glana).
Z drugiej strony, gdy zrobię sobie grzywkę albo nasunę czapkę to mogę służyć za żywy przykład na to że alkohol konserwuje. Kilka dni temu musiałam okazać opiewający na trzy dychy dowód aby kupić wino, przez co nabawiłam się syndromu bułeczki- na zmianę puchłam z dumy i rumieniłam się ze wstydu.
Plan jest taki, że na urlopie pierwsze dwa tygodnie będę się rozkoszować pozycją horyzontalną, następnie poleżę na boku, a później zobaczymy. Być może przewrócę się na brzuch.
Do zobaczenia w przyszły czwartek- mam nadzieję że to będzie tak spektakularny powrót, jak mi się śni po nocach;)
Na zachętę mały przedsmak salonu.
( Nie, nie lizałam gresu ;).
Poziomice, łaty, szpachle, grzebienie, wiertła, krzyżyki, kliny, oraz najważniejsze dwa- nakolanniki i bawełniane rękawiczki.
Próbowałam dwa dni układać gres bez powyższych dwóch składników, zakończyło się fioletowymi , przemrożonymi kolanami i zanikiem linii papilarnych na palcach. Oraz skórą schodzącą z dłoni płatami, ale to akurat żadna nowość.
Apeluję zatem do wszystkich budujących Dziewczyn- najnowsze kolekcje odzieży ochronnej są już dostępne w marketach budowlanych !
tu jeszcze na etapie rękawiczek gumowych, które w przypadku układania gresu można sobie w ... wsadzić.Tylko białe, bawełniane, godne są by sprostać temu zadaniu
Tata zrobił takie zasieki że zdecydowanie musiałam ograniczyć ilość przerw na jedzenie, siusianie i inne domowe przyjemności w trakcie układania podłogi, ale i tak sprawdzian ze stanu rozciągnięcia i utrzymania równowagi mogę uznać za zaliczony;)
Stopień po stopniu, tralka po tralce, jeszcze będzie tu Budapeszt!
Podczas gdy ja ślęczę i klęczę nad płytkami, Tata zabrał się za klatkę schodową- i nie da się ukryć, że idzie mu duuuużo lepiej... Większość stopni już sklejona, szpary w ceglanych ścianach zagipsowane, niedługo zabierze się do wyrównywania ścian szczytowych. Dzień po dniu, godzina po godzinie widać postępy.