Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewno. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2013

MAŁY LOFT 8/ Po betonie

Po betonie prace ruszyły z kopyta, choć przez kilka tygodni miałam jeszcze traumę i słyszałam w myślach tętent pękających płyt. Iiiiihaaaaa!
Do tej pory zdarza mi się w trakcie nadzorów podchodzić do betonowej ściany i ją opukiwać.
Jakbym liczyła na to, że odpuka;).

Ekipa po miesięcznym przymusowym urlopie  mogła wrócić do swoich prac i w ciągu kilku dni mieliśmy już po czym chodzić ( deska dąb rozbielony fazowany, olejowany) oraz o co się opierać ( kolory na ścianach- szarości z palet Benjamin Moore).


środa, 17 lipca 2013

Dom wakacyjny. Melbourne

U mnie wciąż wakacyjny nastrój. Pośladki jeszcze nie wyblakły, D nadal się złuszcza, a co noc śni mi sie morze. Może nie zawsze najciekawiej, np. dziś " odbiły" mi się nie tylko wojaże, ale i "Warld War Z" na którym ostatnio przesiedziałam cały seans z zamkniętymi oczami. Weterani horrorów powiedzą teraz pewnie- cieeeenias!!! i będą mieli rację, bo film z kategorii nawet nie tak strasznych po fakcie, a na pewno durnych, ale na samo hasło horror/ zombie/ duchy itd zaczynam cicho pochlipywać ze strachu i szukać odosobnionej szafy.  Do legendy przeszedł już seans komedii w trakcie której znajomi mnie wkręcili że to horror. I ja cały film przesiedziałam z poduszką na głowie, dostając zawału gdy ktoś parsknął śmiechem.  Podsumowując- nie miałam dziś spokojnej nocy.
Przynajmniej bałam się nad morzem.

Nie mam pojęcia jakie sny nawiedzają mieszkańców tego domu; mogą to być  (w najgorszym wypadku) duchy orientalnych tancerek otrutych przez zazdrosne konkurentki, ale obstawiam raczej mocno aromatyczne przygody z Baśni 1001 nocy.


czwartek, 14 marca 2013

MIMIKRA

 " Czekam".
                                                                                                  " Kiedy kolejne wpisy ?"
                                   " Szkoda że nie piszesz"

                                                                        " Czy to już koniec???"

Bardzo mi to ciepło robi;), że jest garstka osób które czytają i czekają. Wypytują, poganiają. . Dzięki Wam mam nadzieję że ta iskra, która wcześniej zapalała mi w głowie fajerwerki znów zaskoczy, aż dym ( biały!!!!albo nie- z jednego biały, z drugiego czarny, feng shui) pójdzie uszami. Nim stracę resztki tego czegoś-  przy założeniu, że coś mam.
Jakiś czas temu postanowiłam, że ten blog będzie prezentował jasną, pozytywną, na różowej chmurce płynącą stronę mojej duszy. I tego będę się trzymać, bo gdybym miała napisać szczerze, jak to teraz u mnie jest....cóż, musiałabym sięgnąć po najbardziej soczyste wiązanki z głębi trzewi i zadedykować je po raz kolejny kochanym dostawcom oraz innym "wcom". Dzięki którym moje życie nadal pełne jest sytuacji w których tracąc nadzieję w  rasę ludzką odmrażam sobie dupę na przedwiosennym mrozie, choć w tym czasie mogłabym pisać posty, wymyślać lekarstwo na raka, albo leżeć na kanapie i dłubać w nosie.
Nikt nie mówił że będzie łatwo, o czym wiemy z piosenki tytułowej Klanu, ale że aż tak? No kurde.

A propos mrozu, to pewnie jak większość tu zaglądających mam go już po dziurki w nosie. Tym bardziej że wszystkie zimne miesiące z elementami emocjonującymi już za nami- świąteczny grudzień, pijacki styczeń, luty w którym emocje zapewnia nam zabawa w chowanego z księdzem ( taka nasza mała rodzinna tradycja). I  ten marzec nieszczęsny, w którym nawet jeśli już się dzieje, to nieciekawie.
Co tu się dziwić, że  oko cały czas zezuje mi w kierunku chatek- niewidek; małych schronień nie tylko przed zimnem, ale przede wszystkim przed resztą świata.
Ta jest zdecydowanie najfajniejsza ze wszystkich jakie znalazłam:

 

sobota, 16 lutego 2013

IDZIE LUTY

A TU SMUTY.
Z kim nie zacznę rozmawiać- zaczyna się od słów mocno niecenzuralnych, a kończy na " do dupy to wszystko i ten luty też ". Ciężko mi się  z tym nie zgodzić- nim się obejrzałam, znów wpadłam w tryb 12/12. Pracuję 7 dni w tygodniu i jestem w wiecznym niedoczasie, czyli w opozycji np. do dostawców materiałów- ooo, ci to dopiero mają czasu!. Ostatnio czekałam na transport materiału 3h, aż ujrzałam w bramie rozkosznie i rozbrająco ( przynajmniej wg właściciela uzębienia) uśmiechniętego dostawcę, który podrapawszy się po po kroczu rzucił- "sorek za spóźnionko". Luuuzik stary, oby cię hemoroidy dopadły. Kilka dni później podobna sytuacja: po 2h spóźnienia kierowca zadzwonił że " dziś jednak nie, ale on ma jutro czas między 10 a 15, to tak się umówmy". Między 10 a 15. Uwielbiam konkretnych ludzi. Projekty które miały być już dawno zakończone, odhaczone i przejedzone  dopiero się zaczynają, bo wykonawca, bo dostawca, bo sruły pierduły.  O dziwo, gro opóźnień generują panowie. Stereotypowe myślenie o kobietach na budowie-  że mało konkretne, że mają problemy z  decyzjami, że nieogarnięte- to kompletne bzdury. Termin to termin. A u facetów? Orientalne poczucie czasu. Panowie- Lutowie, błagam, ogarnijcie się!!!! Muchy w smole to przy Was torpedy. W ten sposób zima nigdy się nie skończy.

Myślałam że będę już mieć  jakiś nowy materiał do opisania,ale wiadomo, poprzesuwało "się". Na szczęście w poniedziałek idę do dentystki. Wielu osobom pewnie wyda się to dziwne, ale bardzo lubię gabinety stomatologiczne. Są tam wygodne fotele w których można sobie bezkarnie poleżeć w ciągu dnia, kojący głos i delikatne dłonie pań dentystek, znieczulenia które bardzo lubię i najważniejsze- lampy. Mocne, białe światło. Przymykam oczy, ignoruję dźwięk wiertła i wyobrażam sobie że leżę na egzotycznej plaży. Z otwartą gębą co prawda, ale plaża to plaża, i delektować się można a nawet trzeba.
Po kilkunastu kłótniach, dąsach i fochach udało mi się wynegocjować na Walentynki od Ukochanego nową plombę zamiast torebki. Pięknej, ale nie takiej. W kwestiach romantyzmu i uczuć głębokich do bólu to by było na tyle, a teraz- chillllll.......Formentera.



środa, 6 lutego 2013

Cuisine de Bar by Poilane. Wprawka przed jutrem




Jutro tłusty czwartek, ciężko jest mi się skupić na czymś innym niż jedzenie, więc wybór tematu na dziś był oczywisty. Dla zachowania przyzwoitości jest piekarnia a nie cukiernia, ale gdyby bagietkę posmarować konfiturą...najlepiej z róży damasceńskiej... 
Prezentowane piekarnio- bistro Cuisine de Bar by Poilane to flagowy lokal sieci POILANE. Lokal zaprojektowany przez BrobyDNA znajduje się w Londynie i stanowi niezwykle apetyczne połączenie smaków wielu krajów- wypieki według francuskich receptury, skandynawski wystrój i zacne angielskie sąsiedztwo, z galerią Saatchi na czele. Czego (oprócz drzewa w środku) chcieć więcej? 
Bułeczek można chcieć. Bułeczek!

Projekt opiera się na  wykorzystaniu dosłownie kilku materiałów: rozbielone drewno ( lubić) i malowana na czarno cegła ( lubić) stanowią tło dla przemysłowych lamp ( lubić) i klasycystycznych portretów w formie wielkoformatowych wydruków ( lubić bardzo) oraz siedzisk firmy Fritz Hansen ( lubić, chociaż za ceny należy się klaps).



Hitem jest koedukacyjny stół wokół drzewa i pojedyńcze stanowiska dla samotników (Trochę jak w autobusie, ale i tak fajnie)


Zdjęcia pochodzą ze stron: Fritz Hansen , Love Bakery Bakes