poniedziałek, 26 października 2015

Ciemność! Ciemność widzę!


W związku z tym, że ostatnio bardzo dużo pisałam, a mało pokazywałam, dziś pokażę dużo. A resztę dopowiecie sobie sami.

Zatem, niniejszym, tego tego, chciałabym zaprezentować Szanownemu Państwu jak udekorować dom na halloweenową imprezę w 3* minuty.

Ciotka Matylda i kaktus, tom I
Czemu akurat w 3 minuty? Bo za godzinę przychodzą goście, a ja jeszcze nieumalowana. A czemu jeszcze nieumalowana? Bo wiadomo. Wiadomo też, że make-up tego dnia jest najważniejszy, tuż za nim są drinki, a później długo, długo nic.  Wychodząc z tego założenia, przez lata opracowałam scenariusz idealniej imprezy na Halloween, mianowicie: czego nie ugotuję to dowyglądam, a czego nie dowyglądam, to się wypije.
Uwaga, przechodzę zatem do meritum i zdradzam przepis na błyskawiczne dekoracje. Bardzo odkrywczy, jak za chwilę się przekonacie.

1. Bierzesz papier pakowy i nożyczki
2. Możesz jeszcze wziąć ołówek lub długopis, ale to zbędna strata czasu, bo prawdopodobnie ołówek jest złamany, a długopis wypisany.
3. Tniesz papier na mniej więcej podobne arkusze, fantazyjnie, z rozmachem.
4. Składasz papiery na pół i zaczynasz wycinać wzór przypominający nietoperza
5. Międolisz, międolisz aż stwierdzasz, że za dużo papierów na raz złożyłaś i chyba trzeba je na dwa razy zrobić.
6. Wycinasz nietoperki z połowy arkuszy, to samo robisz z pozostałymi. 
7. Bierzesz taśmę klejącą i przyklejasz nietoperki na szybach i ścianach, im bardziej krzywo- tym lepiej. Do tego kilka świeczek rozstawionych po kątach i...
8. Możesz zabrać się za make-up.


Jak widać, gdyby nie punkt 5 spędzony na międoleniu, prawdopodobnie udałoby się zejść poniżej 2 minut, ale powiedzmy sobie szczerze- czy jest sens? Czy Perfekcyjna Pani  Domu w ogóle potrafi międolić? Wątpię.

OK, kwestię dekoracji mamy już rozwiązaną, więc czas zabrać się za wygląd. Rok temu nie mogłam się zdecydować na jeden outfit, więc na jednej imprezie byłam Morticią, a na drugiej Maleficent . W tym roku...hmm, poczekam  aż postać przyjdzie do mnie. Wiecie, szkoła Lee Strasberga.


Na koniec pozwólcie, że zadam Wam jedno pytanie.
Czy boicie się ciemności?
Ja się boję. Do niedawna myślałam, że dużo gorsze od ciemności są pająki, samotny powrót nocą nieoświetlonymi ulicami i oglądanie Paranormal Activity w towarzystwie mocno nietrzeźwych przyjaciółek-paranoiczek, ale dziś stwierdzam, że ciemność jest jednak najgorsza. Zwłaszcza ta kryjąca się za pozornie jasnym licem.


Bo pamiętamy już takiego jednego, niskiego, zgorzkniałego, sfrustrowanego i pamiętamy, że lico miał jasne, ale nie skończyło się to najlepiej dla świata. Dlatego też postanowiłam przyspieszyć publikację dzisiejszego wpisu, nim internet zacznie być cenzurowany, kobiety zyskają prawo do nieposiadania praw, pewne  przerażające małżeństwo  ( i powiedzcie, że nie przypominają Wam tej parki) pouczy Was co w sypialni robić i w kim kończyć, a za świętowanie Halloween będzie chłosta.
Mimo wszystko, życzę Wam STRASZNIE udanego Halloween! Korzystajmy, bo może być ostatnim.


*Z tymi 3 minutami to trochę skłamałam, niestety. Rok temu, na przykład, przygotowywałam się do Halloween cały rok, unikając mycia okien i hodując imponujące pajęczyny na żyrandolach. Łatwo nie było, ale efekt okazał się piorunujący i zaskoczył wszystkich. Jak się ciężko pracuje, to się ma.
** Dynia. Dynia powstała nie pamiętam kiedy i tak szczerze mówiąc, to nie za bardzo pamiętam też kto ją zrobił. Właściwie to mam wrażenie, że nie znam tej dyni, ale co by nie mówić- uratowała zdjęcia. Bo wiem, że te nietoperki to takie trochę na odpierdol.

2 komentarze:

Kasia z Piątego Pokoju pisze...

Hahahahahahahahahahahahaha
Zajebiście się uśmiałam, danke szyn!

Maja pisze...

A proszę bardzo, zawsze do usług;).