piątek, 20 lutego 2015

ŻÓŁTE DRZWI nad morzem


Wasze mieszkanie jest małe? 
Jesteście pewni?
To zajrzyjcie do tego;).
Upychałam zawsze i wszędzie. Jak byłam młodsza, to w kubku po kompocie potrafiłam upchnąć dwudaniowy obiad; z zupą, schabowym, surówką i kisielem. Jak byłam trochę starsza, to upychałam butelki piwa w teczce na rysunki ( i gdy teraz na to patrzę, to ewidentnie musiało to mieć jakiś związek z zakrzywieniem przestrzeni). Po skończeniu liceum codziennie wpychałam w siebie kilka batoników, po czym sama ledwo mieściłam się w cokolwiek poniżej rozmiaru XL, ale to ciemny okres w moim życiu i spuśćmy na niego zasłonę milczenia. Na studiach wygrałam niepisany konkurs na upchnięcie wszystkich elementów ciśnieniomierza w obudowie nieco większej niż iPod (co obecnie nie robi na nikim wrażenia i wnukom raczej tym nie zaimponuję), ale upchnęłam? Upchnęłam.
Lata praktyki nie poszły w las, co w dobie coraz droższych powierzchni mieszkalnych stawia mnie na pozycji uprzywilejowanej na rynku projektantów. Mam znajomą, która na myśl o zaprojektowaniu czegoś poniżej 150 m.kw. parska z pogardą. O dziwo pracy ma dużo, czyli z tym kryzysem to tak nie do końca, jak frankowicze płaczą. Jak u niej jestem, to też parskam żeby nie było, bo miła jestem i kłócić się nie lubię, ale co to za filozofia zmieścić garderobę w penthousie o powierzchni boiska piłkarskiego? Jak po kilku większych projektach  dostanę takie M1/2, to dopiero wtedy czuję że żyję. 
Bo ja, Drodzy Państwo, uwielbiam upychać. I jak do niewielu rzeczy mam talent, to jestem prawdziwą królową małego densfloru. 

Dlatego też gdy okazało się że jest coś małego, na dodatek nad morzem, a na jeszcze lepszy dodatek- w kolejnej kooperatywie z M&J z którymi zawsze się udaje i jest pięknie, to nie było nad czym się zastanawiać. Upchnęliśmy to.



Prezentowane mieszkanie ma 31,41 m.kw.
Niedużo.
W odróżnieniu od MAŁEGO LOFTU w tym lokalu znajdowały się ( to znaczy, dalej się znajdują mam nadzieję) dwa okna, które pozwoliły na zrobienie z M1 pełnoprawnego M2. Z salonem, sypialnią, kuchnią, jadalnią, łazienką i przedpokojem. 

Pierwotny plan mieszkania nie napawał optymizmem- szczerze mówiąc, głupsze rzadko spotykam. Od Inwestorów dostałam bardzo wyraźne wytyczne, to znaczy: 1) zrób tak żeby zmieściło się łóżko, 2) żeby w łazience były płytki typu subway i 3) żeby było tak fajnie, jak poprzednio.  Pisałam już, że ich uwielbiam? 

Absurdalnie wydzieloną kuchnię zamieniłam na aneks kuchenny i aneks sypialniany. Niewykorzystany kąt w pokoju stał się mini- jadalnią dla dwóch osób, a w części dziennej stanęła duża kanapa i kącik tv. Łazienka zyskała kilka centymetrów, dzięki czemu zmieściła się w niej duża kabina, wygodna umywalka i szafa z zabudowaną pralką oraz miejscem na wszystkie kosmetyki i ręczniki. W przedpokoju z kolei stanęła pojemna, kilkumetrowa szafa z przesuwnymi drzwiami która pełni rolę garderoby i schowka.
Wygodnie mogą tu zamieszkać dwie osoby i nikt się tu o nic nie zabija, co uważam za naprawdę spory sukces. 
Widok na wejście do mieszkania z dużą, lustrzaną szafą w przedpokoju. Ścianka z drewnianych plastrów oddziela przedpokój od części dziennej.
W kuchni biały monolit szafek i blatów kontrastuje z czarną farbą tablicową na ścianach.
Na tak małych przestrzeniach mam sztywną zasadę stylistyczno- kolorystyczną. Złamane biele, które ładnie filtrują i rozpraszają światło kontrastuję z czernią. Taki zabieg podbija świetlistość i pozwala optycznie zróżnicować plany, pogłębiając perspektywę. Jasna, jednolita podłoga z bielonego dębu, bez podziałów, dodaje wrażenia przestrzeni. Lustrzane lub lakierowane na wysoki połysk fronty też działają metrogennie. Jednym z moich ulubionych trików jest umieszczenie na tzw. głównych osiach widokowych charakterystycznych akcentów, które przyciągając uwagę zmuszają nasz wzrok do pokonania sporych odległości. A jak trzeba się obrócić żeby wszystko ogarnąć, to człowiek od razu się czuje jakby był w większym pomieszczeniu;).

Wspólnie z Inwestorami ustaliliśmy, że stworzymy tu klimat nowojorskiego mini-studio, tylko bez kiczowatych obrazków z taksówką. Charakterystyczny żółty kolor pojawił się zatem w dodatkach, m. in. w kubikach nad kanapą pełniących funkcję biblioteczki, żółtej lampie wyszperanej przez M, czy poduchach w sypialni. W sypialni biała cegła ozdabia ścianę za wezgłowiem łóżka. Namówiłam też Właścicieli na drzwi łazienkowe w opcji pół-DIY; zamiast kupna typowych białych gotowców, wybrałam niedrogie, lite drzwi o klasycznym kształcie które dzielni Inwestorzy z narażeniem zdrowia ( farba podobno nieziemsko śmierdziała) pomalowali na idealny, żółciutki kolor. Efekt wart poświęcenia!
Zdecydowanie najfajniejszym elementem w mieszkaniu jest ścianka z drewnianych plastrów, nad którą ja dumałam i gdybałam, że może cegła, że może fototapeta, a M po prostu znalazła te zarąbiste dekory i wstrzeliła się w dziesiątkę.

Za ścianką na której docelowo zawiśnie telewizor kryje się mała sypialnia. Ceglana ściana ładnie łapie refleksy słońca wpadające przez duże okna i rozbija monotonię jasnych ścian.
Łazienka to kolejne nawiązanie do typowego nowojorskiego stylu. Płytki typu subway położone zostały tylko tam, gdzie to konieczne- powyżej ściany pomalowano wodoodporną farbą w grafitowym odcieniu. Na podłodze i w części prysznicowej znajdują się ciemne, niemal czarne płytki wielkoformatowe. Obok wygodnej umywalki wnękę wypełnia szafą kryjąca pralkę.
Mam nadzieję że znajdziecie tu kilka pomysłów do swoich M, niekoniecznie Małych. 

Na koniec bardzo ważna wiadomość- jeśli ktoś z Was szuka mieszkania do wynajęcia w Gdańsku, to Jesteście na dobrym tropie:).


PS. Mieszkanie zostało zaprojektowane całkowicie zdalnie. Za cierpliwość i sumienność przy realizacji niekoniecznie łatwych pomysłów bardzo dziękuję kochanym Inwestorom.
PS2. Bardzo Im również dziękuję za udostępnienie zdjęć. 


4 komentarze:

Tomek pisze...

Jeśli Stegu nie opatentowało jeszcze tych drewnianych paneli to chyba zacznę je produkować, tylko w wersji 2.0, w której nie będzie widać składań.
O projekcie, efektywnym i efektownym upychaniu mieszkania w mieszkaniu nie wspomnę, bo ileż można chwalić?;)

Maja pisze...

Obawiam się, że Stegu już dawno opatentowało te panele, ale zawsze można zrobić lepsze!

Magda Korzewska i Jacek Korzewski pisze...

Na żywo te podziały nie są tak bardzo widoczne jak na zdjęciu. Może gdyby patrzyło się na nie z większej perspektywy byłoby inaczej. No ale to przecież tylko M1 i 3/4.

Maju nam też było bardzo, bardzo miło. Obiecuję, że ciąg dalszy nastąpi.

Anonimowy pisze...

Tomek - panele STEGU mają jeden podstawowy błąd - nie są płaską powierzchnią. Byłby hitem, gdyby przestrzenie pomiędzy plastrami drewna miały wypełnione szarą/czarną lub przeźroczystą żywicą.

Bo teraz to odkurzanie ich jest masakrą.

Ola