wtorek, 15 października 2013

MAŁY LOFT 7 / Kung-fu beton

Beton.
Taaaak....



Zaczęło się od tego, że wybrany beton architektoniczny, który miał zająć całą ścianę w salonie (czyli całą ścianę w mieszkaniu;) okazał się strasznie drogi. Zaczęłam szukać innych, bardziej litościwych cenowo. Znalazłam. Na dodatek producent akurat wprowadził na rynek super hiper extra nowość, cienkie płyty ( 8mm) które nie obciążą ścian i ramion wykonawców. Z krótkim terminem realizacji... Na ekspozycji wygląda super. Nic, tylko brać!

Pierwszy problem dotyczył logistyki - zamówiłam towar z wniesieniem. Proste? Proste, jak beton.  Umówiłam się z firmą na telefon dzień przed dostawą, by poinformowali nas o której godzinie mamy otworzyć mieszkanie. Któregoś dnia, termin że tak powiem z d..., nijak mający się do wcześniejszych ustaleń, telefon od kierowcy: Pani, od której strony tu się wjeżdża..?
Wściekła lecę pędzę taksówką, wpadam na parking, a tam pan ( jeden) zaczyna zdejmować wózkiem widłowym towar z paki. Zdziwiona pytam czy taki sam, jeden, da sobie da radę z wniesieniem, przecież to kilkaset kg. Pan dziwi się jeszcze bardziej i mówi że przecież on tylko dowozi, bez wniesienia. 
Piiiiiiip.
Odsyłam pana z powrotem ( dodam tylko, że w Polskę, nie blisko), z prośbą do spedycji żeby się ogarnęli bo zapłaciliśmy za transport i wniesienie.

Dwa dni później sytuacja się powtarza- telefon że nie ma nikogo w  mieszkaniu, a oni pod bramą...więc lecę pędzę. Tym razem udało się zorganizować wniesienie i to było tyle dobrego, bo przy rozpakowywaniu opadły nam szczęki. Transport przyjechał połamany, właściwie nie było płyty bez uszkodzeń, materiał dosłownie kruszył się w rękach. Podejrzewam że mniej więcej taki "beton" wykorzystywany jest przy produkcji tanich filmów o sztukach walki.


I ty możesz zostać mistrzem! Strasznie nas kusiło żeby zorganizować mini pokaz, ale trzeba było zostawić materiał dowodowy.Wnioski? Zawsze kop we wszystko co kupujesz.


Robimy zdjęcia, telefon do producenta, wysyłamy zdjęcia, producent zszokowany, prześle nowe płyty.
Kilka dni później telefon, że czekają pod bramą.... Przyjęłam że dystrybutor firmy X jest po prostu upośledzony i nie ma co się wściekać. Zapas przyjechał, a jakże, potłuczony, ale udało się uzbierać komplet płyt takich "mniej więcej", żeby starczyło na ścianę. Zakupiliśmy rekomendowany przez sprzedawcę grunt i klej, ekipa zabrała się do roboty, a ja z duszą na ramieniu i z  telefonem w pogotowiu wyszłam z budynku.
Dzień później dostałam wezwanie na budowę, że oni nie wierzą, że sama muszę to zobaczyć. Płyty pod wpływem kleju zaczęły się wyginać i pękać - niektóre jeszcze przed położeniem, inne już na ścianie. Jedna się wyginała na zewnątrz, druga do środka, trzecia tylko na brzegach. Magic. 


Robimy zdjęcia, telefon do producenta, wysyłamy zdjęcia, producent, a jakże, zszokowany. Nie można wycofać środków, w grę wchodzi tylko wymiana towaru na inny. Wymieniamy nowatorski cienki beton na tradycyjne grube i cholernie ciężkie  płyty, co wiąże się z wynajęciem kolejnej ekipy do ułożenia.  Dwa dni ( u mnie bezsenne) i ściana gotowa. Nic się nie wygina, nie kruszy, nie odpada. Wygląda fajnie.
A  ja po całej przygodzie zastanawiam się, czemu jednak nie zostałam bibliotekarką. I czuję się jakby ktoś mi przyrąbał w czoło. Z betona.

3 komentarze:

Morskim Okiem pisze...


Hej Maja
ha ha Widać powiedzenie
"Twardy jak beton" nie ima się każdego rodzaju. Ale przynajmniej,
ciosy karate wychodza. I Zawsze mozna poszpanowac

+li+ pisze...

Klasyk:)))
Umówić się z wykonawcą lub dostawcą - niewykonalne:))

Najgorsze w takich przypadkach jest to, że wychodzisz na debila przed klientem:( a nic, absolutnie nic nie możesz na to poradzić.

Ja zawsze wtedy myślę o warzywniaku:)

Maja pisze...

Raz jeden jedyny dostawca musiał poczeka na mnie, bo były pieruńskie korki. Zadzwoniłam, uprzedziłam że spóźnię się 10min, przyjechałam 7 minut po czasie. Foch był taki, jakbym mu całą rodzinę wybiła, prychał, fukał, marudził...taka mentalność chyba- "dostawcza"