środa, 1 lutego 2012

88. O kolejnych metrach, łapkach i czubatej aferze.

Niedawno policzyłam że pracuję na 4 etatach. Pełnowymiarowych. Ostatni wolny dzień - coś w rodzaju niedzieli , tzn. wolne od pracy na komputerze, na budowie, wykładów i spotkań w sprawie projektów miałam jakieś....eeee....niech się zastanowię....4 albo 5 tygodni temu. Nie pamiętam co wtedy robiłam, chyba spałam. Ponieważ nie wiem kiedy trafi się taki kolejny dzień, staram się przyspieszać we wszystkich dziedzinach- między innymi w układaniu płytek. Z dnia na dzień są postępy, idzie mi coraz lepiej i sprawniej, klej mieszam z zamkniętymi oczami, płytki lecą jedna za drugą. Równanie jest proste- drugi koniec podłogi bliżej, mogę spać godzinę dłużej.
I śnić o anorektycznych kocich bóstwach ze szmaragdowymi ślepiami, Anji Rubik wykonującej z mężem akrobacje na rowerach holenderskich, byciu w ciąży z kociętami syberyjskimi których łapki od środka wygniatają mi brzuch...
I like it:)






moi najwierniejsi, żółci przyjaciele

PS. A propos ciąży, u mojej ukochanej Marii Czubaszek, co ma i szczyt, i zaszczyt ,i czubaszek ładny też-  bardzo trafny artykuł o dyspozytorkach, pod którym podpisuję się wszystkimi czterema łapami.

Wpis wywołał kolejna medialną burzę na temat aborcji, Psioczki i inne Plotasy ogłosiły moralny upadek Pani Mari, a nikt nie zwrócił uwagi na to że jest to temat od tylu lat nie rozwiązany, niezamknięty, regularnie zamiatany pod dywan...

Nigdy ciąży nie usuwałam, wręcz odwrotnie, od lat wielu zajść nie mogę - ale gdy słyszę te ciągłe pytania, dlaczego jeszcze nie mam dzieci ( o mężu nie wspominając!), dlaczego jestem za legalną aborcją, dlaczego śmiem rządzić własnym ciałem - a zwykłe ,,bo to moje ciało" nie wystarcza - to mi  opada. Macica mi opada.
Uchetane matki polki z trójką u cyca robią dobrą minę do złej gry, gotując zupę z trawy i wiążąc skrawki sznurówek do butów przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Gdy widzę taką męczennicę na granicy płaczu wybierającą w hipermarkecie między paczką soli i mąki, bo na obie jej nie stać, a w domu jeszcze czeka mąż co jej w mordę da i kolejny małżeński obowiązek po bożemu, bez zabezpieczenia wymusi, naprawdę nóż mi się w kieszeni otwiera. W szkole nie uświadomią, bo się ksiądz proboszcz nie zgadza, w kościele słyszą że tabletki i prezerwatywa to zło,  sąsiadki mówią że od tego to się raka i aids dostaje, a jak już zaciąży to państwo rzuca 150 zl dodatku.
Totalnie antyrodzinny i antyspołeczny układ rządzi naszym życiem domowym.
Panowie bezdzietni  ( podziwiani przez zahukanych tatusiów wieczni kawalerowie na wypasie) takich pytań wysłuchiwać nie muszą, a świętojebliwi politycy  nie stoją przed obowiązkiem niechcianego i będącego wielkim obciążeniem finansowym  rodzicielstwa, bo państwowe pensyjki wystarczają na wyżywienie pułku wojska. 
Na dziecko trzeba mieć czas, warunki i pieniądze, a przede wszystkim- ochotę. Powołanie. Jak na księdza. Mam nadzieję że kiedyś rząd zrozumie, że nie wszyscy w Polsce są ( niedzielnymi ) katolikami, nie wszyscy z zadowoleniem oddają kontrolę nad swoim życiem w ręce panów - na górze i w sejmie.
O tym wszystkim i wielu innych w wyjątkowo wartym uwagi wywiadzie z Panią Marią na TVN
Polecam serdecznie.

2 komentarze:

_Karolinaa_ pisze...

Podłoga boska :)
Co do 150zł dodatku na dziecko... chciałabym. Mam jedno i miesięcznie dostajemy 69zł i gdyby starczyło chociaż na pampersy...

Maja pisze...

no właśnie...ceny unijne, przepisy i płace średniowieczne. Cieszę się że chociaż podłoga się podoba;)